Wysryw obrażonego kościoła i ameryki. Przede wszystkim sprawy istotne dotyczą moich praw autorskich i intelektualnych, reszta jest wielką ściemą ludzi którym parują pieniądze. Mam odporność na „gejuszkow” co jest dość zabawne bo aktualnie najbardziej atrakcyjne osoby jakie widzę to golone polskie owce (męskie), które gejuszkami nie są, ale coś dziwnego od nich bije. Co podsumowuje mój stosunek do „polsko amerykańskich metod”, zdaje się była „firma” „kids by the moon” a w całym szpalerze wybitnych dopisków do mojego pochodzenia i mojego ojca oczywiście jeszcze (oprócz pedał) nie mogło zabraknąć pedofil/syn pedofila. Przy księżycu miałem relacje w Lublinie lat temu wiele intymna z dziewczyną która dziewczynka nie była, a usilnie z dziewczynka chciano ją pomylić. Nie zwróciłbym uwagi na nazwę, ale akurat w tej firmie obok mojej ex jej mocno zinfantylizowana wersja paradowała na zdjęciach. Późniejsze nasyłanie dzieci w moją stronę zwróciło moją uwagę, niestety wciąż rozchodzi się o pretensje wobec mojej własności intelektualnej, która z urojeniami obrażonych chrześcijan i Amerykanów nie ma nic wspólnego. Był dawno temu poziom żenady psychologii, którego do dzisiaj nie jest w stanie wziąć na klatę, a ja patrzę z oczekiwaniem właściwych wyroków finansowych. Rodzina Stasińskich chyba już nie ma pieniędzy, wnioskuję tylko na podstawie tego co chciano zrobić z historią mojego ojca, ale wolę się rozkoszować ich i psychologii katastrofa którą sami sobie zgotowali w życiu. Prawa człowieka i intelektualne są odporne na paranauki. Polska katastrofa, której nie można pomóc. Chyba przeszkadza, że spędziłem lata w hostile środowisku i mam wyczulone zmysły na marne metody, niestety polscy dziennikarze powinni szukać nowych „mistrzów”. Rodzina Stasińskich nie jest dla mnie zagrożeniem intelektualnym, a w ich „obronie” podniosła wszystkie swoje metody Ameryka. Dziwna sprawa bo ich nigdy nie inwigilowałem (włamałem się tylko swojej ex i zabezpieczyłem stan faktyczny niezgodny z jej historiami), a zdaje się że panu Stasińskiemu chciano później nerwowo dopisać mój tablet i moje życie intymne, o próbie „oddaj tablet” nie wspominając. Syn domniemanego afgańskiego inżyniera bywa mściwy.
Skurcze po stopach, nie są sukcesem starców agentury, puszczalskie dziewczynki jak widać są słabymi matkami, nikt nie gwarantował, że tego po latach się im nie wyciągnie. Zabawne bo chyba lublin nerwowo chciał wpisać mi taką bladź w życie, próbując jej przypisać moją własność intelektualną czy „zasadność” obdarowania jej takową (w końcu się jej włamałem). Tarcze i szable z kartonu nie są mocnym orężem.
Leave a comment