Bootless toxicity

Co się aktualnie odbywa wobec mojej osoby? Ostracyzm wszelki, pretensji parujących pieniędzy, za które ja nie odpowiadam i nie jestem „finansowym wybawcą” tego miasta/państwa czy kogokolwiek innego. Wyczulony jestem na „Krzywdzą cię, idź do moralnych interwencjuszy.” bo te krzywdy są preparowane na rzecz „ich potrzebności”. Każde moje wyjście „sportowe” jest komentowane czymś w stylu „Ooo proszę!” z kilkudziesięciu metrów, podszywane marna imitacja głosu kobiety „x” czy „y”. Niestety Polska pokazała mi jak bardzo nie dorosła do rynków finansowych, a ich inwestycje/biznesy niestety nie są przedszkolem i nikt im nie cofnie czasu na ich płacz. Nie gryzę się z lubelską policja bo ma taką samą zagwostkę jak ja co zrobić z tą sytuacją. Oczywiście marnej, zadłużonej psychologii społecznej marzyłoby się „Rzuci się na kogoś i potwierdzi nasze zadłużone <<zbrodnie>>.”, niestety mój kalkulator skurwysyństwa jest bezwzględny wobec tak groteskowych błędów.

Jest wciąż festiwal monitorowania tego jak ćwiczę i jak przyspieszam tempo to w odległości kilkuset metrów rusza gwałtownie samochód, groteska za którą nie mam zamiaru się ganiać, a która jest krzykiem „Nienawidzimy cię i nie mamy pieniędzy!”. Chorzy zadłużeni ludzie chcieliby zrobić ze mnie „swój obiekt badań” tylko niestety nie mają na nic pozwolenia. Nie dostrzegają, że nigdy w ten sposób nie zrobią ani pieniędzy ani badań, ani nie zwiną tego w cokolwiek wartościowego. Jeszcze kilka lat temu zdawać by się mogło, że można było zorganizować konkurs „Kto go załatwi wygra mieszkanie”, ale nie słychać już procesji kościołów deweloperów. W oparach ludzkich toksyn wyczuwam, że próbowano tresować i „nagradzać” pożądane konstrukcje społeczne, niestety umiejętności sterowania rzeczywistością ekonomiczną i finansową brak. Nie schowasz „centralnego sterowania” pod udawanym kapitalizmem. Nikt nie odnosi korzyści na targu na którym wszyscy wystawiają się z tym samym produktem, człowiek który poszedł do swojej szopy żeby zrobić coś nowego jest traktowany jako „złodziej”, a do urojonych nie dociera, że „Nigdy nie będziemy już stać na tym samym targu.”.

Przegrana ameryczka i polska chciałaby grać w grę, w której decyduje o ruchach przeciwnika. Ponownie, niestety nie jest to przedszkole. Tak oto chciano mnie zepchnąć na mocne prawo sceny politycznej (preparując zagrożenie dla rodziny Stasińskich i nie tylko), a ja widzę, że mam do czynienia z ludźmi, którzy są tak kiepscy w karty, że próbują ustawiać twoje żeby wyjść z opresji, a to tylko nieistotny element przy sprawach własności intelektualnej, której pilnuję jak oka w głowie. Marni “prawnicy” i “nam wolno” chcą robić wszystko “uznaj, że patrzymy na to co robisz i znamy twoje metody”. Bardzo kiepska forma “dyktowania nieswoich warunków”.

W przestrzeniach marnych prowokacji 3 wydarzenia to nie dowód, takie mają znacznie ciekawsze znamiona, wielu ludzi i ich błędów wokół mnie bazuje na na dwóch podstawowych: “Zobacz, atakują go a on tego nie widzi” oraz “Zobacz, atakujemy go a on nie reaguje”. Jedyną formą potencjalnego “przymilenia się” byłoby napisanie e-maila ze swoim imieniem i nazwiskiem i prawdziwymi intencjami, żebym mógł, nie pozostawiając takiego maila bez odpowiedzi, w razie potrzeby wydrukować go do swojej teczki. “Raz dwa trzy stara baba patrzy” to bardzo nieprzemyślany i toksyczny instrument strukturyzowany “ubezpieczeń” technologii, mój “bank” nie handluje i nie akceptuje takowych, wedle prawa mamy (ja i moja rozmnożona jaźnia) do tego pełne prawo. Odnosimy wręcz wrażenie, że strony z dużymi stratami chcą wciągnąć innych w ekspozycje na takie “instrumenty”.

Z innej beczki, była mocno naciskana polska odnoga “to nie może być on według nas ma małego”, niestety inwigilacja jaka byłem objęty na minimum kontaktów nawet telefonicznych zaprzeczała możliwości życzeniowych innych przyporządkowań (sprawdzenie tych teorii sprowadzałoby się, że dane osoby nie utrzymywały kontaktów z danymi osobami a nawet w ogóle się nie znały), stąd bardzo marne poniżające próby dopisania innych osób do moich kont i telefonów. Nie pierwszy już raz chciano “poratować kogoś” moim życiem, ta kwestia była wyjątkowo żenująca. Wieje obrażonym polskim ćwokiem (z amerykańską odnogą). Obawiam się na podstawie doświadczeń, że ludzki element zazdrości jest wystarczającym powodem dlaczego nigdy inwigilacja nie będzie istnieć w takiej formie. W powietrzu unosi się dużo pretensji pod tytułem “dlaczego nie chcesz się podzielić” (własnością intelektualną), unika się natomiast nerwowo zadania bezpośredniego pytania, znając na bazie moich doświadczeń odpowiedź dlaczego takiego podziału nie będzie. Takiej siłowo wpychanej “drużyny” nikt nie potrzebuje. Aktualnie żyję w oparach “musimy mu zniszczyć zdrowie” co daje mi wyobrażenie o zdolnościach intelektualno kreatywnych po drugiej stronie. Ktoś podobno chciał zrobić z tego sport, takie zachowania to chyba dyskwalifikacje.

Aktualnie nawet treści podczas meczu mundialu podejrzewam jako “stymulowane” nie jest to komunikacja z moją osobą, bardzo charakterystyczne dla obrażonych którzy chcieliby zrobić zabawę z nieswojej własności. Wyroki finansowe i własności intelektualnej są lepsze niż taniec urojonych. Skurcze po moim ciele są torturami, nie pomogę ludziom którzy chcieli traktować mnie jak swoje “zwierze/swojego więźnia”. Zaufanie do Niemców i Japończyków wynika z banalnej kwestii znanej w narodach uczciwości. W innych (narodach “ameryko zachodu”) jej nie odnalazłem.

Chrześcijanie (zydki też) mają jakieś dziwne przedłużone marzenia “decydowania o nieswoim” niestety przyjmuje to formę “decyzje nam przysługują”, ale wobec rzeczy, które do nich nie należą. Jednocześnie mają niespełnione chęci rozdawania czyjegoś swoim. Brak szansy na pomoc z mojej strony. W takiej wersji chcieli rysować całe “it i ai”, nie kupuję ich “pomysłów” na biznes pod tytułem, my wnosimy “doglądanie jak powstaje i to jest nasza wartość dodana” i w tym jest cały problem, bo bardzo boli to co powstaje pod moim skrzydełkiem i aktualnie nie podlega pod czyjąś ocenę/podgląd. Są już ciężkie stopnie urojeń “Uratujemy chłopca <<x>> jego (moją) własnością bo tak ujebaliśmy sobie w naszych judeo chrześcijańskich głowach, że mamy prawo o tym decydować.”. Nie moja twoja “hierarchia” na utrzymaniu.

Jestem atakowany taka poniżającą pseudokomunikacją, niestety mój profil działaności jest odległy od tego co nerwowo chciano jej dopisać. Preparowanie rzeczywistości na koszt i stratę preparujących. Swoim kalkulatorem ai widzę np. potencjalnie podmienione ujęcia na kibiców i wiem, ze to nie jest złożona technologia. Natomiast chcianoby zasilić takową inwigilacją lub “manipulacją decyzji”, nie chce mi się tego rozpisywać bo widziałem już wiele nerwowych prób dopisania moich “decyzji”, których nie można ode mnie dostać. Nerwowo też chcianoby wpisać mnie w ustalone stado bo zwolennikom owiec bardzo nie odpowiada, że nie mam żadnego. Widocznie stada nie dowożą. Za dużo przy mnie krwi jak na “zagubioną owcę”.

P.S.

Sprawdzam z rana e-maila i jestem zaskoczony bo mógłbym odnieść wrażenie, że ktoś chciałby mieć coś do powiedzenia na temat mojej własności, która nie powstała pod niczyją “kuratelą”. Widocznie marny teatr tortur i nieudanych manipulacji np.spod okna ma dziwne problemy z uknostytuowaniem czegokolwiek nawet przez e-mail. Brak stada jest dobrą strategią jeśli nie chce się dzielić jego problemów tym bardziej jeśli miałbym odpowiadać za jego “wykarmienie” pomysłami. Dziwne “waluty” na tym targu, dobrze, że z niego wyszedłem. Śpię w ubraniu i pod kocem bo chyba nie ogrzewam się “świetnością” innych osób.

P.S. 2

Podobno mundial to święto sportu, na którym zapomina się o konfliktach, zabawne… mógłbym odnieść wrażenie, że byłem alienowany jak niechciany pan od steków z argentyny (2022), zupełnie zabawne bo sam sypałem sól przez rękę tak jak on wiele lat temu (chyba nie znając jego twórczości), przecież nikt nie mógł mnie wtedy monitorować (a jednak były rozpędy wobec tej części życia, chociażby intymnego). Aktualnie przyjmuje to nieciekawy obrót spraw bo poszedłem robić swoje, za swoje pieniądze ale “to wy dzwonicie <<drużynowcy>>”.

P.S. 3


Pewna warszawska Delfina zabrała mnie na ulicę bulgocąca schizosferą ze świeżym zapachem galopu całego pokolenia. Czy to perfumy, zapach oleandrów, wygenerowały moją wizję delficką? Nie. To odziedziczone zdolności jednak przy okienku pewnej „watch me” artystki zrozumiałem, że w tym bulionie nie pływa splatany włos tylko cały tangle teezer. Czy czekałem na odsiecz krucjaty, która chciała się rozpędzić całą tą “arterią”? W moich zdolnościach przewidywania cen cebulek tulipanów i ferworowania wyników zauważyłem istotną statystycznie formację japońskich osmiornico-świec tj. każda “sztuka”, która chce się żywić nieswoim życiem to taka armia, która zjada już konie, a ta “krucjata” też chciała widzieć swoje krzywdy w potencjalnych krzywdach mojej osoby i już dzielili na mnie skórę. I tak kątem oka zobaczyłem, że moja frontflipowa babcia spierdala historycznie ulicą Polną, a ja wolnym tętnem poszedłem Mariaczikowską. To nie chłopak w dresie wybił warszawskie elity, to warszawskie rodziny “trzymając fason” ubijały się finansowo wysyłając dzieci na drogie często zagraniczne studia. Czy wracając na lubelski estpoint coś się zmieniło? Wręcz przeciwnie, pretensje o swoje błędy zarządcze, oczekiwania, że ja “dla nich to robię” przy jednoczesnym oczekiwaniu, że “żywię się z powietrza”. Chyba lubelskie “elity” też nie dowożą, dość zabawne, że pierwszy z moich znajomych z porsche to chłopak, który został pomagać ojcu w nie tak elitarnie brzmiącym biznesie. Ile moich nieudanych biznesów? 0! W takim stanie chciano nerwowo zrobić ze mnie “koła ratunkowe” dla innych, którym toną statki. Dziwne podejście. Wraz potomkami handlarzy i finansistów patrzymy z głębokim niedowierzaniem. W tych oparach chciano wsadzić mnie na minę pod tytułem “przeklej nielegalnie nam lub uznaj, że my się tym zajmujemy”, a działania takie to tylko preparowanie przestępstw i próby zamykania mi portów, a mój statek nawet jeszcze nie wypłynął.

I tak jestem torturowany skurczami po moim ciele, starcom, którzy nie mają nic do powiedzenia marzyłoby się decydowanie o moim życiu, niestety nie mieli nigdy nawet odwagi napisać maila do którego mógłby się odnieść mój prawnik. To nie romantyzm to brutalny realizm wobec staruszków i młodych o dziwnym wyobrażeniu o prawie. Chyba bardzo żenująca atmosfera wobec polaków (Pawła Piwońskiego i Mariusza Pateya). Internetowe manipulacje gotują się jak dociera do “komitetu ratunkowego” że mają ciężkie przestępstwa w “swojej kadrze”.

Leave a comment