Jest takie błędne wyobrażenie funkcji banku. Oczywiście kiedyś był on miejscem gdzie bezpiecznie można było zdeponować swoje fizyczne pieniądze. Jednak dość szybko banki przyjęły kreacyjną (dla pieniędzy) formę – tylko ich część zwaną rezerwami trzymały w monetach, reszta szła na „kredyty” i inne przyrzeczenia spłaty. Czego banki nauczyły się od tego czasu? Primo jak dbam o klientów, którzy zostawiają mi pieniądze to mam większe możliwości żeby coś z tymi pieniędzmi zrobić, a duo nauczyły się liczyć „Czy jak dam tobie pieniądze to czy one do mnie wrócą?”. Stopa procentowa jest zapłatą i ocena ryzyka za takie przedsięwzięcie. I tak minęły czasy „napadów na banki”, to nie dziki zachód, banki to nie worki gotówki i monet wynoszone przez drzwi od salonu. Aktualnie u mocno skrzywionych własnymi długami (długami przyjętych pieniędzy/finansowań niezależnie od poziomu głębokości odpowiedzialności spółki) kwitnie kożuch pleśni pod tytułem: „Nie udał nam się <<pieniądz przyszłości>> zwany bitcoinem, musimy zrobić wszystko żeby przejąć banki”. Nikt nie broni założyć nowy (skoro widzi się rzekomą nieefektywność takowych), ale niestety ludzie od „odważnych propozycji przyszłości <<drukujmy w nieskończoność>>” nie potrafią zachęcić klientów, żeby zostawiali im pieniądze, których w tak charakterystyczny sposób dla wszystkich ich „przedsięwzięć” nie mogą spowrotem wyjąć. Bank to nie sklepik „produktów finansowych” bank to „moje pieniądze w kieszonce łatwej wyciągalności są dla mnie i tylko dla mnie łatwo wyciągalne”. Bank to też tajemnica, żeby nikt nie wiedział ile masz schowanych środków.
Patrzę na rozpędy polityczne pod tytułem “przejmijmy banki” i widzę, że boją się stworzyć własny. Patrzę na bańki spekulacyjne i losowe niestymulowane przez “zaniżmy cenę, żeby nie kuło w oczy” dobra i przypominam sobie, że naście lat temu “gorący półmisek w Chinolu” kosztował 16 zł, aktualnie 35 zł, pomiar inflacji z Google w tym okresie 81%. Niby tylko 3,3% vs 4,4% średnia inflacja roczna, ale to tylko jeden półmisek. Patrzę na “dobra inwestycyjne” i widzę, że “inwestorom” marzył się szybki zarobek. Patrzę na konstrukcje pod tytułem “musimy wspierać interesy polskich rodzin” i wydaje mi się, że konstrukcją prawną dla takich przedsięwzięć są organizacje non profit (ciekawe skąd nazwa?), fundacje i fundusze, a nie “przedsiębiorstwa z misją”. W pokoleniu startapów zazwyczaj za takowym kryje się “nie patrz na finanse”. W pokoleniu starszym niż startapy widzę dziwny paradygmat “przedsiębiorca to osoba, która potrafi znaleźć finansowanie” i jestem zaskoczony, że unikają słowa kredyt bo to pierwsze nie brzmi jak przedsiębiorstwo. W tej dziwnej zachodniej odmianie centralnego sterowania, którą nazywam “centralnym stymulowaniem” nie dostrzegam odpowiedzialności za “no profit”. Rozmywana po stołkach politycznych a pod zarząd nikt nie dałby dobrowolnie takim ludziom funduszy.

P.S.
Chyba nie miałbym problemu z nieudanymi przedsięwzięciami innych osób, gdyby nie fakt, że ktoś próbuje zmieniać zasady ekonomiczne na planszy (to raz), a dwa fakt, że ktoś miał bezpodstawne (i pełną świadomość że są bezpodstawne) roszczenia wobec mojej własności i moich umiejętności. Są jeszcze opary „przedsiębiorca to ktoś kto wygląda na <<successful przedsiębiorcę>>”, niestety wyczuwam, że to już ostatnia „twierdza” obrońców „nie patrz i nie pytaj o finanse”.
P.S. 2
Pojedyncze zmiany liter wskazują, że miejsca żyjące marzeniami paraprawnymi, wciąż się nie podniosły z konsekwencji prawnych swojego błazeństwa (było miejscem, wstawiono “miejscam”). Chyba już czas odejść, jak podstawowe zasady prawa, własności i finansów przeszkadzają politykom od “musimy zmienić wszystko”. Lublin jest błaznem, mogę to potwierdzić, każdym swoim doświadczeniem w ciągu ostatnich kilku lat.
P.S. 3
Skoro w każdym miejscu w którym się pojawiam oraz elektronicznie, próbuje się wpisać niechciany “kwestionariusz psychologiczny”, na który nie udzielam odpowiedzi zapewne odbieram to jako pełną nieudolność. Nie jestem darmową optymalizacją porządku prawno społecznego, jestem ciemną chmurą nieodrobionych jego lekcji i nerwowych prób odpisywania takowych inwigilacyjnie ode mnie na kolanie. Niestety judeo chrysto psychologia jest ostatnim stadium tej niechcianej nauki. Historie po mieczu nie pozwalają mi wpuszczać chrześcijan do swojego życia. Paradygmat mieszkania do nabycia w 20-30 lat na kredyt generują pianę z pyska etatystów przy widmie każdej podkniętej płatności – chrysto komunizm próbujący chować ryzyko do szafy. Miały być zwroty jak w kapitalizmie i bezpieczeństwo jak w komunizmie, wyszło dziecko z dodatkowym chromosomem z tego “małżeństwa”. Nienawiść do chrześcijan rośnie, Ameryka ma problemy żeby przyznać się do skali strat i nieudanych “perpetum mobile” finansowych. I tak “nie widzi się” zależności gdzie się podziały oszczędności polaków i jaką zdolność do akcji kredytowej ma bank (bank to nie piekarz kredytów). Pomijam, że można “wynająć” rezerwy/ depozytów na procent bo jest to trochę jak wynajmowanie klientów. Gdy w moim oszczędnym życiu na jednym koncie pojawi się niska suma do Lublina zjeżdża matka (nie pierwsza manipulacja z nią związana, abstrahując od tego czy ma tego pełną świadomość czy jest manipulowana). Dziwna sprawa bo nie ma dostępu do moich kont. Takimi oto metodami próbuje się walczyć i generować “awanturę” bo ktoś obiecał “zbrodnie”, które dziennikarze już wcześniej “zaksięgowali” w swoich marnych portalach internetowych. Długi mają wiele twarzy. Rozszerzone polsko amerykańskie samobójstwo przez “inwigilacyjną matkę/ciotkę/sąsiadkę polkę”. Powtarzam sobie “stay on course motherfucker”, sprawczości tych tak jak innych kobiet w moim życiu się nie stwierdzi. Dziwna sprawa bo chciano takowym przyporządkować “decyzyjność” w kwestiach moich praw majątkowych intelektualnych.
P.S. 4
Aktualnie już po raz kolejny, spojrzę przez okno i skurcz po ciele (tresura pod tytulem, nie patrz przez okno – mieści się w kategoriach tortur). Abstrahując od nieudanego teatru za takowym, nielegalne monitorowanie mojej osoby. Nie pachnie to “sprawczością chrześcijaństwa”, raczej starym sparciałym spermiarzem, który nie potrafi się pogodzić, że z bajek doglądającego wszystkiego nic nie będzie. Skurcze po ciele nieustannie, widocznie długi spaliły tym ludziom zwoje w głowach odpowiadające za prawa. Ja swoimi prawami majątkowymi i człowieka nie będę zasypywał ich dołków. Być może to ta sama zaraza “matki polki”, niestety spaja się z “pretensjolanym głosem chrześcijanek” takich, które mają chujowy entuzjazm w głosie jak wszystko idzie po ich myślach przeciętnego życia. W moim wypadku ekspozycja na takowy to nieudane “pokażemy swoje zdolności manipulacyjne” czy to pod oknem czy podczas moich spacerów. Nie dostrzegam “waluty” pod tytułem “albo wybierzemy tobie kobietę bazując na twoim życiu albo zrobimy z ciebie pedała” w rękach urojonych. A długi prawne na zeszyt rosną.
P.S. 5
Niestety wciąż są próby nadpisywania np. artykułów na Wikipedii, kują w oczy, wieje bardzo niskim intelektem nadawców. Nie mogę pozwolić, żeby o tak marnych zapędach “nasza jego własność” mogli uciekać przed rzeczywistością finansową, której tak bardzo się boją.
P.S. 6
Skurcze po moim ciele są torturami, jak kogoś nie stać na matematyka to nie będzie w stanie utrzymać rodziny czy biznesu. Straszna wieś zachodu i zadłużonych judeo chrześcijan.
P.S. 7
Jest taki krytyczny błąd Lublina, który ciężko mi zrozumieć. Mając świadomość, że wyjechałem z Warszawy po bardzo marnych próbach “przejęcia” mojej własności, niepodpartych niczym roszczeń wobec moich umiejętności, co robi Lublin? Czy wychodzi z jakąś propozycją? Nie, staje w szranki wyścigu przegranych pod tytułem “nasza jego własność, mamy swoje jego podstawki”. Jak w krótkim czasie dowieść, że jest się debilem finansów.
Skurcze po ciele nieustannie, miasto, zachód i niechciane marzenia południa przegrały historię “banku handlowego”. Są jeszcze urojeni chrześcijanie pod tytułem “My na bazie wiary ustawimy (zniszczymy) mu życie”. Na szczęście mój ojciec wyraźnie zaznaczył stosunek do wiary dokonując apostazji, na maila analogicznej kwestii parafia nie odważyła się odpisać.
P.S. 8
I tak Lublin żyje niespełnionymi marzeniami, nawet zydkow tu ściąga, a takowi zapomnieli jak działa finansjera, oddali swoje „dziedzictwo” i została im ściana płaczu. Były też próby przemalowania mnie na „Ukrińca”, z kumplem gejem o ukraińsko brzmiącym nazwisku chłodziłem na marsze kobiet (trzeba było mi wpisać ukraińskie pochodzenie, żeby węszyć spiski). Białoruś szybko rozpoznała historię mojej babki, a polskie malowanie “sukcesów” tragiczne jak zawsze.
P.S. 9
Są wciąż niespełnione aktorskie marzenia, bardzo usilnie chcianoby zrobić z mojego życia nieudany eksperyment socjalny, a raczej pokazać maks „socjo technik” jednak do dnia dzisiejszego nikt nie nabył nic ode mnie na bazie takich fikołków. Wraz z repliką mojej siostry (w mojej głowie), przypominam sobie każde marne przedsięwzięcie przeciwko mojej rodzinie (nie utrzymujemy dzisiaj kontaktów), jej zdrowiu i wydaje mi się, że ktoś słabo przekalkulował znacznie finansów i audytu. To nie moje „inżynierskie marzenia” ja tylko zrobiłem z inwigilacji pośmiewisko. Są jeszcze tubylcze zapędy „gangsterskie”, niestety ktoś usilnie chciał pomylić mnie z osobą, której marzyły się „gangi la”. Bawiąc się w różnych miejscach zauważyłem, że ludzie żrą gówno – środek przeciwko mszycom, środek usypiający dla koni, a to tylko wierzchołek azbestowego dachu. Nie brzmi jak problemy z popytem, brzmi jak problemy z podażą. Generalnie obowiązuje reguła „wskaż mi środowisko które się mną interesuje a powiem ci dlaczego nie ma pieniędzy”, bo ich zainteresowanie nigdy nie przechodzi granicy artykulacji. Niestety dla aktualnych tortur wszystko krzyczy, że prawica i kościół nie mają pieniędzy.
P.S. 10
Mogę tylko się domyślać, że rodzina na “Koza” oraz “Sta” ma problemy finansowe, a wynika to z faktu, że takowym bardzo usilnie chciano przyporzadkować “ratunek finansowy” bazujący na mojej własności intelektualnej. Są jeszcze opary “mistrzów manipulacji” pod tytułem “my wiemy kim powinieneś być, a wszystko inne chcemy <<wyjąć z twojego życia>> i przyporządkować naszym nieruchawym, nieinteligentnym chłopcom, którzy nic nie osiągneli”. I tak zgineły marzenia “prawego chłopaka”. Jak opłacasz gówno, zamiast człowieka, którego zawsze chciałeś mieć to zostajesz z gównem.
Leave a comment