Największy bubel historii „współpracy” z dalekim wschodem.
Był taki kurs na Courserze dość podstawowy z ml nic wywrotowego. Zrobiłem go dawno temu, jeszcze zanim szedłem na uczelnie (na doktorat, którego nie skończyłem). Fajny kurs znanego prowadzącego (Andrew Ng) nazywaliśmy go z kumplem (wtedy kumplem zanim mu się sporo rzeczy pomyliło) „Chinolem”. Po kursie zapisałem sobie filmiki na dysk (bo była taka opcja). I tu wielka salwa ludzi którzy nielegalnymi metodami dostali dostęp do mojego starego komputera lub analizowali „traffic” lub patrzyli, że robiłem taki kurs pod kamerami/w kawiarni. Long story short w ich mniemaniu „Chiny mu pomagają, a my przechwyciliśmy tajemna wiedzę”. Kurs kosztu wtedy chyba zerowego albo kilkudziesięciu złotych dostępny dla każdego, kurtyna opada. Jak definiuję ludzi o zapędach inwigilacyjnych? Najwięksi wyczekujący, że udostępnię im coś o czym nie powinni wiedzieć. Niestety marzenia „wstawimy mu człowieka który swoją aparycją wywoła w nim chęć darmowego transferu jego rozwiązań tam gdzie chcemy” nie działają na mnie. Abstrahując od niewypowiedzianych oczekiwań „pan przeklei swoje rozwiązania naukowe do biznesu A” lub „przeklei rozwiązania z biznesu A do biznesu B” jakoś dziwnym trafem nigdy nie można było wygenerować takowego transferu. Nie wspominając o tworzonych wtedy na swoje potrzeby sadzonkach, których nie planowałem sadzić poza swoim własnych ogródkiem. Wraz z postępującym zrozumieniem, że na ładne oczy i na uśmiech nic się ode mnie nie dostanie bardzo usilnie chciano tworzyć „wrażenie” takiego transferu oraz na drugą nóżkę, „wyprzedałeś się za wszystkiego nie możesz takich rzeczy już robić” to drugie poziomu bliskiego kalendarzyka adwentowego metod użytych, a najlepiej jakby przyjęło formę „sprzedałeś komuś sieć neuronową, więc nie możesz już sprzedawać sieci”. I tak od kilku lat jest sraczka bo nawet nie ma jednej umowy pod którą „można byłoby” chować swoje nierealne „roszczenia”, w które i tak nikt nie wierzył. Od lat kilku bardzo nerwowe „pan jest debilem, kto inny za niego na jego komputerze to pisał”. Ciężkie zderzenie z rzeczywistością dla urojonych. Z makaronikami ostrzegaliśmy, że poker jest lepszy. Marzyciele wylewania nieswojego bardzo mocno przejechali się na człowieku który chodzi dupą do ściany. Życzę im smacznego zachłyśnięcia się sadzawką/szambem do którego/której sami się pchali.
P.S.
Chciałbym zauważyć, że próby wynoszenia moich notatek, przeglądanych stron żeby wkleić ja na “uczelnie” są analogiczną sytuacją, braku możliwości transferu takich rozwiązań i nie pomogą tutaj manie “interesu narodowego”. Nie podlegam pod żaden nadzór monitorowania tego co robię, a suchość innych miejsc nie jest usprawiedliwieniem dla takich prób. Sorry not sorry. Dziwne pewnie generatywne skrętki w artykułach naukowych lub blogach naukowych (abstrahując od autorów) zawsze sprowadzały mnie na manowce (nikt nie uzna takiej współpracy). Pomijam marny teatr marzycieli “szachów”, psychiatrzy ich wzywają, nie uda się “reklasyfikować” wolnego człowieka jako “pan nadzorowany przez <<mistrzów>>”. Wieje strasznym januszem i próbą wylewania nieswojego bo dostało się w pizdę na tle prawa. To nie wyścig, to jest poker, a jeszcze gorzej bo zajmuję się wieloma rzeczami na raz i jestem jedyną osobą mogącą zdecydować jaką formę przyszłego rozliczenia przyjmie dana sadzonka. Nie będzie urojony człowiek/instytucja decydować o klasyfikacji żetonów w nieswojej przeglądarce.
Leave a comment