No copy paste permission of not shared business ideas 

Jest taka ciężka sytuacja w Stanach Zjednoczonych, że biznesy o chorych wycenach, które były budowane na wielkich obietnicach, przechodzą kryzys tożsamości. Z głębokim zdziwieniem obserwowałem przez lata, że węszące wokół mnie osoby, które zbierały pojedyncze informacje, robiły bardzo nieudolne podchody licząc że: oddam za darmo, zaparkuję im do garażu, uśmiechnąłem się więc jest „ok”, a ja wciąż nie widzę żeby ci ludzie wierzyli w swoją przyszłość. Patrzę na to z perspektywy „Twoje obietnice, wokół mojej własności intelektualnej, której nigdy nie nabyłeś (i nie planowałeś!) są twoimi problemami”. Jest taki poziom żenady, kiedy obserwowałem, że ludzie korzystają z informacji, które udostępniałem tylko pojedynczym osobom, a mój brak widocznej reakcji na użycie tej informacji był „podstawą” do szycia teorii „to nie jego niepublikowane materiały/twórczość”. I tak aktualnie, starcy siłowego „będziemy centralą telefoniczną, nadzorującą cały <<ruch telefoniczny>>” uświadamiają sobie, że ludzie przestają korzystać z telefonów stacjonarnych, a próżno szukać żeby ich medialne budowanie wycen uwzględniało taki scenariusz w swojej iluzorycznej księgowości przyszłości. Jeśli masz zdrowy produkt, który nie potrzebuje wynoszenia kilogramów danych o innych osobach to ludzie zostawiają ci pieniądze.

Jako absolutną groteskę uznaję „Uwierz, że <<lepszy ekspert>> dogląda Twoich niepublikowanych rozwiązań (pisanych na komputerze lub kartce algorytmów), ocenia je jako <<chujowe/banalne/nie działa>>” tylko dziwnym trafem, wieje takim Januszem świata, który nawet nie ma odwagi napisać maila z zapytaniem. Wychodzę z prostego założenia, że skoro „dzwonisz do  mnie” inwigilacyjnym kanałem to jesteś na na czarnej liście dłużników, a przy twoim nazwisku, którego boisz się ujawnić, w BIKu zainstalowano oddzielny stroboskop żeby ostrzegać ludzi przed tobą. Nie współgram z marzeniami „dostosuj się, tak się buduje wyceny”, bo to nie są moje socjo obietnice dalekiej przeszłości warunkowane nerwowymi próbami ratowania niespinających się aktualnych wyników księgowych. Na dolary byłem otwarty na januszowanie z Ameryki już nie, nigdy z marnymi biznesmenami tego kraju, którzy marzyliby żeby wpierdolić mnie w chrześcijaństwo czy urojone oddaj na rzecz partii „chińskie zapędy”. Marzyciele hossy zawsze wiedzieli gdzie jest granica prawa. I tak łamane są moje prawa człowieka (jestem torturowany skurczami po ciele) i nikt nie uzna „oceniany jest niepublikowany materiał tego człowieka”. Starcy od „typ gada do siebie to znaczy że rozmawia z nami”, muszą już pożegnać się ze swoimi życzeniowymi urojeniami marnych manipulacji. Skurcze po ciele są torturami, nielegalnym monitorowaniem mojej osoby, niszczeniem mi zdrowia psychicznego, nigdy nie będę współgrał z urojonymi na temat prawa człowieka ludźmi, a to tylko wierzchołek góry lodowej urojonych polaków i amerykanów, którzy “wierzyli”, że z mojego życia prywatnego zrobią “swój produkt”. Komuś również nie odpowiadało towarzystwo muzyki elektronicznej “Trzeba naszej chrześcijańskiej interwencji bo w złym towarzystwie się obraca”, tylko dziwym trafem, za każdym razem ten sam mianownik, braku odwagi by zadać pytanie i zweryfikować swoje paraprawne urojenia na temat człowieka cały czas o jednym nazwisku. Nie zadziałały “czary dominacji/hierarchii” prawo brutalnie weryfikuje marzycieli “już niedługo zdobędę jego zgodę/podpis”.

Leave a comment