Monż vs Kantorowicz
Idę pospiesznym krokiem zatłoczoną ulicą Marszałkowską, w kieszeni obracam w palcach kopiejki, myślę o swojej teleskopowej składanej siekierze mieszczącej się do plecaka, a którą mam schowaną w szopie na działce. Nikt poza mną i wybitnymi detektywami psychologii nie wie o planowanej przeze mnie zbrodni. Będzie to kaszka z mleczkiem w końcu zrzuciłem już babkę z balkonu i zabiłem ojca kołkiem (można spytać pana Hołownie czym się zajmowali).
Słyszę, że ktoś woła do mnie:
– Paniczu Kantorowiczu!
Odwracam się, ale nikogo nie ma, to tylko moja wyobraźnia. Mój ojciec zarządzał kiedyś kantorem, później wstawili fałszywe dolary, jego podejrzewano, a kasierka która je przyjęła założyła poźniej swój kantor i jeździła chyba mercedesem. Jako zupełny zbieg okoliczności uznaję historię „wybitego fałszerza dolarów”, który drukował je raz do roku jak jechał na grób matki na lubelski majdanek. Zabawne… akurat tam leży moja babka.
Mam już problemy z założeniem konta w banku, jestem odsyłany do miasta zameldowania (dziwne rzeczy), siadam w kawiarnii, mogę założyć konto zdalnie, robię potrzebne nagranie. Udaje się, zakupuję planowane instrumenty.
Przyspieszając, bo nie chce mi się pisać opowieści przedstawię „wartość dodaną” ludzi, którzy preparowali historie rodem z super expresu, liczą na ciepłe emeryturki mundurowe, a powinni być dawno na bruku, a w tamtym czasie na śmieciówkach.
I tak oto na ścianie tej kawiarnii (widocznej na nagraniu do banku), wydarzyło się wiele rzeczy.
Przyszedł Mariusz Patey zaproponował z nikąd „optymalizację dla PKP”, wiał agenturą, ale zajmuję się takimi rzeczami (optymalizacją), mam działalność mogę coś takiego zrobić. I tu jest zabawna sprawa bo mistrzowie „pozyskiwania” chcieli uznać, że w ten sposób przekazuję im robione wówczas rozwiązanie dla Niemców, którego nigdy im bym nawet nie pokazał. Jeśli mam czytać ich myśli, jako że filia banku była za Wisła (kolejnej dużej rzeki już nie przekroczył pociąg danych), marzyciele sensacji wywiadowczej bardzo usilnie chcieli przypisać ową ścianę „daczy na Białorusi”, tak się zupełnie przypadkiem składa, że właśnie okrzykiem „Białoruś xD” skomentowałem jak nie chciano mnie dopuścić do głosu na radzie wydziału matematyki.
Nie kopnę kolegi prawnika, nazwijmy go Amateurusz Mątwy na potrzeby tej historii, który spotkał się ze mną przy tej ścianie i zdawał się nawiązywać do sytuacji z progami sensacyjnego pismaka, a który sugerował „zgodziłeś, zgodziłeś”, mam nadzieję, że dokonuje lepszych wyborów w życiu. Ściana dzisiaj jest wyburzona, kawiarnia prosperuje, mi chciano zniszczyć życie, a mam dupę czyściutką jak niemowlaczek i bardzo chętnie się po niej drapie zastanawiając się co się stanie z tymi „jurnymi” karierowiczami preparowanej sensacji. Nie uda się uciec przed prawem, nawet jak ma to zniszczyć życie wielu osób to prawo człowieka i prawo własności intelektualnej powinno zniszczyć tuziny tych którym coś się bardzo mocno „pomyliło”.
Leave a comment