Niespełnione marzenia zmaniaczonych narodów.
Robię szybką kalkulację rzeczywistości w jakiej żyję. Widzę groteskowe przestępstwa, których dziennikarze mają świadomość. Czy ktoś próbuje się ze mną skontaktować? Nie. Na nitce dziennikarskiej było szycie „morderca/przestępca/szpieg/agentura polityczna”. Widocznie kiepsko z etatami u dziennikarzy, kredyty uwierają przypiętym do kostki kajdanem. Na wyjściu z Warszawy było marzenie „Niech ucieknie w końcu za Bug”. Patrzę po sąsiadkach, którzy też uczestniczyli w marnym teatrze „zbiegły piswoczyk musimy go złapać” lub „jego życie to wybitny sukces naszego inżyniera, który udowodnił że to <<agentura>> (z Wietnamu)” o innych próbach rozparcelowania mojej własności intelektualnej, życia towarzyskiego o znikających rzeczach z mieszkania nie wspominając, i wiem że ktoś im podał ciężkie neuroblokery bardzo różne od mojej Slavic toksyny. Wchodzę na losowe strony w internecie, a tam taka „personalizowana” pod moje życie prywatne i biznesowo/naukowe decepcjna papka. Widocznie skończyły się własne pomysły zastosowań biznesowych Ai i próbuje się wepchnąć takie gówno wobec jednego człowieka, całkowicie poza prawem. Pewnie ktoś sam pali swoje mosty, próbując za każdym razem podchodzić z przecinakiem pod moją szopę. Prosty wektor zawsze wskazywał kierunek ze Stanów Zjednoczonych, widocznie słabo z pieniędzmi, kulturą biznesową bo widzę po ich stronie całkowity jej brak i kierowanie się takim kluczem „zmaniaczenia” w wyborach swoich „reprezentantów” w podchodach pod moją osobę i jej własność.
Podsuwa mi się jakaś marną tabliczkę psychologiczną do komunikacji z niepełnosprawnymi intelektualnie i za każdym razem jak wybijam na tym infantylnym zestawie znaną melodyjkę „c chór cis w dur pę” jest obraza i w każdym miejscu którym się pojawiam traktuje się mnie swoimi marnymi metodami. Ponownie na zestawie do teorii „wyboru miejsc” wybijam znaną melodyjkę.
Abstrahując od tego, że na „emotikonach” potrafię pisać bardziej złożone historie, co widzę po drugiej stronie tej maszyny do „komunikacji”? Taka „gra” pachinko, w której każda kulka niezależnie od tego co zrobisz ma wpaść w przegródkę „katastrofy życiowej”. Niestety inżynierzy takiego przedsięwzięcia są obrażeni, że nie wrzucałem tam drogich żetonów tylko toczone przez żuków kulki króliczego i koziego gówna. Aktualnie porażeni marzyciele chcieliby powiedzieć, że jak drapię się po jajkach w domu, lub robię coś na swoim komputerze, telefonie (co nie jest udostępniane) to jest „umówiona komunikacja”. Przewijam pasek i znowu leci znana melodyjka.
Po ciele ma skurcze (indukowane na nerwach) żebym „czuł się obserwowany w każdym miejscu” są to nieudane podchody generowania problemów psychiatrycznych (i mieszczą się w kategorii tortur). Podmieniane pojedyncze litery w tekstach elektronicznych też nie stanowią chęci wyciągnięcia tych marnych istot zamkniętych w swojej maszynie przygniatanych przez deszcz koziego gówna.
Są jeszcze niewypowiedziane marzenia, „odwróćmy się od niego wszyscy, bo niesie ze sobą problemy, w końcu pójdzie do wymierającej prawicy”, a ja patrzę na to jak na świadomą katastrofę prawa i na tej 16 polowej wersji warcabów dla upośledzonych polityków szyfruję znaną melodyjkę.
Każda obrażona maszynka chce mi pod kamerami i oczami obserwatorów udowodnić, że zagląda w każde moje przedsięwzięcia, a nie mają do tego prawa i toną w swoich spazmach „uznaj że dawno temu to ustaliliśmy”, wiedząc że nigdy tak nie było. I tak obserwując wszystkie maszynki, widzę ich „system” i komuś bardzo się pomyliło po której stronie jest wolność, a czym jest indukowany na społeczeństwie totalitaryzm. Jeszcze nigdy w historii demokraci nie siedzieli tak cicho.
Idę przez Warszawę i wyczuwam, że wszystkie miejsca wolnej zabawy zostały stłamszone, a mam spotykać tylko „ugrzecznionych i nagradzanych pracą” ludzi. To nie jest pieśń nieudanej „rewolucji” to jest „Ja się odsuwam bo widzę komuszą zarazę przeskakującą po głowach w wersji judeo chrysto zachodu.”. Tak zostawiłem miejsca z ich własnym syfem i pilnuję, żeby nikt nie tykał mojego własnego burdelu. Pewnie coś dobrego mi z niego wyrośnie i nie będzie to utrzymywało starców lub ich niespełnionych wizji „słuszności”. Milczenie jest drogie, ale nie w złocie tylko w kosztach. Starcy i wymierająca na słońcu agentura parapsychologii i kościoła, którzy uważali że ustawią z góry wynik budzą się w rzeczywistości „centralnego planowania” od której ja, zwolennik niepewności i losowości, trzymam się z daleka. Marzyciele parapsychologicznej tabliczki mnożenia udziałów o 16 polach są odsyłani do gry w monopoly, eurobiznes bo mają dziwne pojęcie o własności. Tak się składa, że moja (własność) jest pozbawiona wad prawnych i urojonym, którzy chcieliby swój „udział” przez pajacyki zaleca się wizytę u psychiatrów. Na drugą nogę dodam, że cementować udziały zawsze chcą ludzie, którzy nic nie wnoszą.
P.S.
Oczywiście widoczne są próby “Uznaj, że ktoś ma prawo ingerować w twoje niepublikowane rozwiązania i <<rozstrzygać>> spory”, tylko dziwnym trafem unika się zawsze ze mną drogi sądowej. Czuję powinność, że nie można takich marzeń zostawić przy życiu.
P.S. 2
Widoczne były też próby manipulacji “Robisz drogie rzeczy, ale dopiero jak zaakceptujesz nasz scenariusz własności i <<zasad>> pozwolimy ci się zarobić”. Ponownie patrzę na to jak na mocno urojonych ludzi, którzy mają podstawowe problemy z prawem i definicją rozłączności/niezależności zdarzeń.
P.S. 3
Nieustające próby inwigilacyjnej zabawy interesują mnie tylko w kwestii granicy moich praw człowieka i własności, bo tylko takie kwestie w przebraniu “zabawy” próbowano rozmyć, a jak na złość granica jest od zawsze wyraźnie zaznaczona.
P.S. 4
Była jeszcze wielomiesięczna agonnia paranauki pod tytułem “przepnijmy go na bloki, żeby komuś innemu przyporządkować jego znajomości i kontakty” wszystko w tych samych oparach “zawrotu głowy od sukcesów” rzędu “agentura chińska”. Nie wiem jak skomentować takie “próby nabycia” czegokolwiek. Wyobrażam sobie tylko “jak skończy na blokach to udowodnimy i uratujemy zadłużoną naukę”. Nie mam nic do bloków, z głębokim zdziwieniem patrzę tylko na ludzi, którzy chcieli “wysterować” mnie w takowe twierdząc, ze to będzie “równowartość” zapłaty za drogie rozwiązania, których nigdy nie planowali ode mnie nabyć. Algorytmy, nic wspólnego z inwigilacją, której nie szanuję. Niestety sprowadzając szybką windą na ziemie urojne “elity”, wartość algorytmu zależy od jego jakości, a nie od środowiska w którym został wytworzony, nie ma również zasady “bawisz się w takich środowiskach to nikt od ciebie nic nie kupi”, komuś mocno odjechał kalendarz wieków. Chyba się komuś zapomniało ilu intelektualistów dostawało mieszkania na blokach.
P.S. 5
I tak Lublin zrobił wszystko, żeby nigdy nie być beneficjentem, żadnego mojego rozwiązania. Miasto bezmózgów, które chcą klepać nicość na etatach.
Leave a comment